Donosiciel moich maili ma dobre powody by mnie nienawidzić.
Naprawdę dobre.
Akurat byłem świadkiem jak 1,5 roku temu przesłał moją prywatną korespondencje na tajemniczą skrzynkę kontaktową na Onet.pl
Gdy wydało się, poinformował mnie iż to przypadek -przykład na kompletną nieumiejętność panowania nad listami które otrzymywał...i kontem pocztowym.
Dobra nasza.
Milczałem o tym wydarzeniu równo 1,5 roku. Nie znalazłem żadnego powodu by przypominać co Michał Jaworski robił z moimi prywatnymi listami. Choć jesteśmy w ostrym sporze od lutego 2013....
Wczoraj dostarczyciel moich maili jakiejś Adze z Onetu poinformował na Twiterze iż włamano się na jego skrzynkę. I skierował donosiciel moich listów swój palec w moją stronę. Ponoć mogę mieć z tym coś wspólnego
Zaproponowałem oczywiste rozwiązanie jakim jest zawiadomienie policji o włamaniu na konto.
W tym momencie donosiciel moich listów stracił zainteresowanie rzekomym włamaniem na swoje konto.
Strata konta pocztowego i werbalne zgryzoty ustąpiły jak ręką odjął!:)
Natychmiast.
To całkiem dziwne - czy ktoś oprócz Michała Jaworskiego tak łatwo rozstaje się z ukradzioną własnością?
Zdumiewająca odsłona człowieka który w obronie swych rzekomych praw autorskich napisał w sieci coś koło pięciu miliona znaków. A cudaczne protesty wysyła nawet za Ocean.
Gdyby donosiciel moich maili nie posuwał się do śmiałych insynuacji iz mogę stać za rzekomym włamaniem na jego konto, to historii Michała Jaworskiego - donosiciela moich prywatnych maili, nigdy byście Państwo nie poznali.
Chyba nigdy nie będzie mi przez donosiciela wybaczone, iż transfer moich privów odbył się na moich oczach.
Całkiem możliwe że to absolutnie niewybaczalne.
Trudno.
Ten facet na zdjęciu wysyłał moje maile na zagadkową skrzynkę.
Ten facet sugeruje że mogę mieć coś wspólnego z rzekomym włamaniem na jego skrzynkę.
Ostrzegam przed donosicielem moich prywatnych maili.
Donosiciel moich maili nazywa się Michał Jaworski.
ps.
Aktualizacja 22.05.2014
Doradca podatkowy z Sosnowca - choć akurat mi lepiej znany jako zwykły oszczerca, konfabulant i donosiciel - poczuł wiosnę.
Wiosna uruchomiła w Jaworskim całkiem szeroki strumień świadomości:
"Świadoma odpowiedzialności za ludzkość Panienka by ukłękła, aby tylko nie narażać bezcennego intelektu Profesora na tłuczenie o sufit a jego ptaszka na tragiczne dla przemysłu lotniczego i drzewnego upaństwowienie w drodze powrotnej ze stołu.
Profesor Org na na stałe taka karteczką uwieszoną na rozporku?
przestrzegam przed zagrożeniem dla bezcennego ptaszka Profesora Orga.
Profesor Org po zejściu ze stołu lubią sobie pogadać z zawartością spodni?
nie musisz nam tu zdardzać, co mówisz do zamówionej panienki.
Dlatego "cichodajka" na sens:)"
Klimaty to całkiem resortowe, humor prawie że przedni, choć rozśmieszyć może to tylko kumpla Jaworskiego z SB - którego mój donosiciel przedstawiał swego czasu jako niemal człowieka honoru.
Za kilka dni, jak się ochłodzi, Jaworski z triumfem ogłosi że ktoś kto jest poważny uchylił się od rozmowy z Jaworskim.
A obrzydzenie postacią Michała Jaworskiego to zwykła wymówka.
Wcale nie jest obrzydliwy, wcale nie jest głupi czy podły. Baaa... wcale nie jest śmieciem czy budzącym litość zramolałym erotomanem gawędziarzem.
Jaworski Michał jest sobą.
cdn....
.
środa, 30 kwietnia 2014
piątek, 31 stycznia 2014
Salon pana Igora Janke.
Wyłączyłem komentarze w tym wpisie, przepraszam. Wpis służy wyłącznie archiwizacji.
Tam gdzie był, czyli na "salonie niezależnych publicystów" pana Igora Janke już go nie ma.
Nie wiem czy bardziej podoba mi się sam wpis (napisany z poczuciem humoru które lubię, choć pisze go ofiara typowego metodycznego stalkingu) czy jeszcze bardziej nie rozbawiło mnie jego zniknięcie spowodowane przez pana Igora Janke.
Tak czy siak, na potrzeby przyszłych potencjalnych doktorantów którzy wzorem Krzyśka Karnkowskiego (znanego w sieci jako Budyń) zechcieliby się kiedyś pochylić nad opisem blogosfery, materiał jest tutaj.
Autorem wpisu jest bloger Bbudowniczy
Kaczazupa Superstar - czyli słowo do administracji
Od wielu tygodni cierpliwie - niczym błędny rycerz szukający uznania - podąża za mną niestrudzony bloger Kaczazupa. Któż to taki? Z tego co można wyczytać na Salonie, to prawdziwy tutejszy weteran, mocno zahartowany wieloletnią walką o sprawiedliwość - najpierw z "funkcjonariuszami", a obecnie z "ministerstwem prawdy". Znany z merytoryczności swych postów i celności dowcipu, od lat z nieznanych nikomu powodow jest przeganiany w podły i perfidny sposób z kolejnych blogów, na których próbuje naprawiać świat. Zmienia się tylko nieco terminologia, jeszcze 2 lata temu swoje podwoje przed naszym zacnym blogerem zamykały "strefy kibica chronione szczelnym kordonem blokad" czy "bezpieczne blogi dla przygłupów", teraz - "rezerwaty jedynej prawdy".
Być może to banowanie związane jest to z zazdrością blogerów, gdyż potęga umysłu Kaczejzupy jest niezbadana, a to jak wiadomo wielu mniej bystrym zawistnikom może stawać kością w gadle. Wędrując przez Salon24 spotykał on i nadal spotyka bowiem samych ignorantów, głupców i osoby niegodne dyskusji.
Spotkał kiedyś Forda Perfecta? Cóż, "Do rozmów merytorycznych nie jest Pan partnerem", ba "pozwolę sobie nazwać Pana oszczercą i prowokatorem a w kontekście komentarza "25.05.2012 12:57" śmieciem".

Wotur i Andrzejmat? To Ci dopiero roztropki :
"Pod moją starą notkę przybył zaczerpnąć przyjemności z wymiany ze mną poglądów osobnik innego formatu - niejaki Wotur. Nie wiem czy zaczerpnął, w każdym razie w obronie Andrzejmata przybył. Wotur to postać nietuzinkowa - raz na tuzin wie o czym pisze. Andrzejmatowi to się nie zdarza - zachowując terminologię - to postać niekopiasta. Zaobserwowałem na przykład, że Wotur wie, iż samolot ma dwa skrzydła- jedno lewe i jedno prawe "po przekroczeniu NA SKUTEK 'roll rate' kąta krytycznego na uszkodzonym skrzydle - skrzydło prawe ma zmniejszony kat natarcia i oddala się od krytycznego kata natarcia" podczas gdy Andrzejmat od półtora roku utrzymuje, że samolot ma tylko skrzydło lewe, (...) Andrzejmat potrafi w krótkim tekście osiągnąć taką koncentrację bzdur, że jednorazowo umysł ludzki nie jest tego w stanie ogarnąć."
Zenon8228? "Po występach z dziurawą pleksą i włócznikiem radziłbym szanownemu dyskutantowi oszczędzić nam kolejnych lamerskich uwag" ," jest Pan drugim kilnicznym przypadkiem dyltetanta na tyle głupiego, że innych ma Pan za równych sobie. (...) Doradzam powrót na bezpieczne blogi dla przygłupów."

Co robi Kaczazupa napotykając prof. Artymowicza? Dochodzi do wniosków, że profesor nie jest dla niego partnerem do poważnej dyskusji:
" Panie Profesorze, zademonstrował Pan całe spektrum przykładów jak nie powinna wyglądać dyskusja naukowców oraz jak nie powinno wyglądać wnioskowanie. Pokazałem Panu, gdzie w swoich wywodach popełnia metodologiczne nadużycie. Pańskie o własnej osobie pisanie to żenująca dziecinada. Nie jest Pan partnerem do poważnej rozmowy." Przecież " "Notoryczny manipulant You-know-who nawet przez pomyłkę nie potrafi otrzeć się o prawdę. Nauczony przykrym doswiadczeniem postanowił ograniczyć się do słyszenia głosów autorytetów zmarłych bądź anonimowych." i " To profesor Artymowicz zabiega o obecność w mediach dbając rownocześnie o absencję w miejscach, gdzie bywa prof.Binienda, a miejsc tych było całkienm sporo w Polsce i za granicą. Mozna stąd wnosić że obliczenia prof. Artymowicza są największym zagrożeniem dla niego samego."
Ale wyraża chociaż nadzieję, a jak wiemy nadzieja jest cechą mądrych:
" Mam nadzieję, że kolejne edycje notek Pana Profesora Artymowicza są zapamiętywane - ich ewolucja będzie doskonałym materiałem na pierwsze rozdziały książki "JAK NASI PRZODKOWIE POZNAWALI FIZYKĘ SCHODZĄC Z DRZEW"."
Słysząc o Jerzyku07 rzuca tylko wesoło :" "Nie jest Pan na bieżąco z "eksperckością" Jerzyka07 - po raz drugi był zmuszony przyznać, że na temat TAWS bredzi. Ponieważ nie znam przypadku, kiedy nie bredził, jeżeli również Pan takiego nie wymieni, pozostaje nam uznać, że bredzi zawsze.".
Witold Gadowski? "Pozwolę sobie nazwać Pana śmieciem ludzkim i dziennikarskim".
Kobiety? Nasz bloger to prawdziwy rycerz, taki w starym wydaniu, co i dłonie ucałuje i smoka pokona:
"pijana Nowaczykowa ściero"
Aż kiedyś ten dzielny bloger dotarł i pod mój świeżo założony blog, blog nowicjusza na Salon24. Machiny oblężnicze poszły w ruch.Dwukrotnie spróbował szturmu ten nasz śmiałek.

Za pierwszym razem dostał banem za sugerowanie mi plagiatu: "chyba Pan niewiele wskóra, bo gospodarz chyba nie ma z autorstwenm tekstu wiele wspólnego i wkleja to, co mu podrzuci Dąbrowski (mnie dwa lata temu podrzucał to samo).". Za drugim - za próbę skierowania dyskusji pod notką na merytoryczne tory "Raczy pan pomijać, iż z osobą cłakiem słuśznie nazwana przeze mnie "Nowaczykową (bo ma od Nowaczyka carte blanche) ścierą" ( bo wyzywa mnie od chuja)"tu sobie pan milutko gaworzy, wzorem Marka Dabrowskiego milutko szczebiocącego na TT z Molikiem Mariuszem równoczesnie, gdy ten nazywa mnie "cipą"."
Niezrażony, w przyszłości jeszcze raz próbował, wykorzystując poczciwego Wywczasa - tym razem wkleić podstępem swój apel do prof. Biniendy na moim blogu. Niestety, klej był za słaby, Wywczas za mocny, a fosa głęboka. Zachowały się jedynie podsłuchane fragmenty stenogramów z gorączkowych przygotowań do akcji:

oraz dedukcja błędnego rycerza, który ujrzał we mnie samego Biniendę: "Myślę, iż to zdanie "Jest podane. Pan chce jeszcze w tabelce? No no." można spokojnie potraktować jako potwierdzenie, że Binienda dobierał parametry wytrzymałościoe brzozy do grubości dźwigarów i ten fakt ukrył, co jest nieuczciwością. "
Na końcu udało mi się (a jakże) dołączyć do wielce nobilitującej listy osób niegodnych intelektu Kaczejzupy:
"BBudowniczy to tupeciarz, kiedy ma do dyspozycji bana. Tutaj nie ma, więc schronił się w rezerwacie jedynej prawdy. Z niego taki inżynier, jak ze mnie chiński kucharz."
"To, co pisze to esencja i kwintesencja bzdury"
Teraz poważniej - do czego zdążam i dlaczego powstała ta notka? Dotychczas starałem się z cierpliwością znosić łażenie Kaczejzupy za mną na każdy blog, na którym się pojawię, połączone z takimi wytworami wyobraźni jak te że:
- moja osoba wydaje się być duchem Marka Dąbrowskiego ("wydaje się być duchem Marka Dąbrowskiego", "Panie duchu Marka Dąbrowskiego")
- z autorstwem tekstów chyba nie mam nic wspólnego i wklejam to co mi podrzuci Marek Dąbrowski
- jestem Markiem Dąbrowskim ("kto może bardziej osobiście znać Dabrowskiego jak sam Dąbrowski")
- Kaczazupa przekazał mi nr akt z IPN i numer śledztwa w sprawie zwolnienia z pracy
- moi żołnierze wraz z żołnierzami Nowaczyka przewracają jego skromny, acz niekrótki życiorys do góry nogami

- na Salonie24 (będąc ponoć herbu Jurnawa) jawnie wspieram wyzywanie go od "chuja"przez blogerkę Gini

- kogoś zamierzam pozwać "Ta metoda jest rozpoznana i jak Pan widział po BBudowniczym - szukał kogoś, kto imiennie napisze, że Binienda manipulował danymi, a jak Pan mnie zgłosił, to w te pędy stracił zainteresowanie pozywaniem." " itp itd
Traktowałem to z dużym przymrużeniem oka, a co niektóre próby zwrócenia na siebie uwagi potrafiły dość mocno poprawić mi humor. "Nie karm trola!", kiedyś usłyszana mądrość, gdzieś tam głęboko tkwiła w mojej świadomości i stopowała chęć odpowiadania Małemu Rycerzowi. Jednak ostatnio natrafiłem na coś, co nie pozwoliło mi już przejść obok obojętnie. Prawie spadłem z krzesła gdy to wyczytałem. Okazało się bowiem, że zdaniem blogera Kaczazupa jestem w trzech osobach....
"wystarczy przejrzeć stare teksty, żeby domyslić się, kto najprawopodobniej pisze z konta BBudowniczy. Teksty dają ze trzy osoby i tyleż odpowiada na komentarze.Po pierwsze - typowe odzywki. Po drugie - jest coś takiego - wiedza ma charakter uniwersalny - ci, co wiedzą to wiedzą to samo. Natomiast niewiedza jest prawie zawsze unikalna - ludzie mylą się każdy na swój sposób. Jak dwa razy użyto błędnie słowa "interpolacja" to najprawdopodobniej zrobiła to ta sama osoba. Jak cala grupa rozwiąże dobrze zadanie to wszyscy mogą być dobrzy, Jak cała grupa wstawi tego samego byka, to znaczy, że odgapiła od jednego. To powie każdy, kto nauczał."
Po takim - nie bójmy się tego nazwać - bluźnierstwie (w trzech istotach nieboskich występuje przecież jedynie Jan Maria Rokita), Kaczazupa pozostawił mi tylko jedno wyjście. Proszę Szanowną Administrację o podjęcie odpowiednich działań w celu ograniczenia dalszego kompromitowania mocodawcy blogera Kaczejzupy (którym jest sam Kaczazupa), a przy okazji też Salonu24. Jak wiadomo, kilku blogerów doczekało się już zwinięcia za jego sprawą, z czym wcale Kaczazupa się nie kryje, a mnie pozbawia skrupułów do napisania tej notki:

Czy zacytowanie wypowiedzi świadczą o tym, że Kaczazupa wulgarnie wyzywa adwersarzy, trolluje i obraża innych użytkowników - pozostawiam do osądu Administracji.
PS. Dobrze że Kaczazupa nie skapnął się jeszcze, że nie tylko ja pomyliłem się z użyciem określenia interpolacja, bo okaże się że jestem też Fordem Perfectem i Zenonem (czyli w 5 osobach!), gdyż "Jak dwa razy użyto błędnie słowa "interpolacja" to najprawdopodobniej zrobiła to ta sama osoba" .
W zdaniu o rachunku błędów najwyraźniej myli Pan ekstrapolację z interpolacją lub nie zna treści referatu.
KACZAZUPA24.01.2013 17:22
Niech poczyta, jak działa nawigacja inercyjna, potem o ekstrapolacji i interpolacji.
KACZAZUPA26.01.2013 18:04
http://ford.salon24.pl/481383,trajektoria-nad-brzoza-wczoraj-i-dzis
Cytaty:
Kaczazupa Salon24
Rysunek: http://kolorowanki.joe.pl/kolorowanka/bledny-rycerz-poszukuje-przygod.png
Być może to banowanie związane jest to z zazdrością blogerów, gdyż potęga umysłu Kaczejzupy jest niezbadana, a to jak wiadomo wielu mniej bystrym zawistnikom może stawać kością w gadle. Wędrując przez Salon24 spotykał on i nadal spotyka bowiem samych ignorantów, głupców i osoby niegodne dyskusji.
Spotkał kiedyś Forda Perfecta? Cóż, "Do rozmów merytorycznych nie jest Pan partnerem", ba "pozwolę sobie nazwać Pana oszczercą i prowokatorem a w kontekście komentarza "25.05.2012 12:57" śmieciem".

Wotur i Andrzejmat? To Ci dopiero roztropki :
"Pod moją starą notkę przybył zaczerpnąć przyjemności z wymiany ze mną poglądów osobnik innego formatu - niejaki Wotur. Nie wiem czy zaczerpnął, w każdym razie w obronie Andrzejmata przybył. Wotur to postać nietuzinkowa - raz na tuzin wie o czym pisze. Andrzejmatowi to się nie zdarza - zachowując terminologię - to postać niekopiasta. Zaobserwowałem na przykład, że Wotur wie, iż samolot ma dwa skrzydła- jedno lewe i jedno prawe "po przekroczeniu NA SKUTEK 'roll rate' kąta krytycznego na uszkodzonym skrzydle - skrzydło prawe ma zmniejszony kat natarcia i oddala się od krytycznego kata natarcia" podczas gdy Andrzejmat od półtora roku utrzymuje, że samolot ma tylko skrzydło lewe, (...) Andrzejmat potrafi w krótkim tekście osiągnąć taką koncentrację bzdur, że jednorazowo umysł ludzki nie jest tego w stanie ogarnąć."
Zenon8228? "Po występach z dziurawą pleksą i włócznikiem radziłbym szanownemu dyskutantowi oszczędzić nam kolejnych lamerskich uwag" ," jest Pan drugim kilnicznym przypadkiem dyltetanta na tyle głupiego, że innych ma Pan za równych sobie. (...) Doradzam powrót na bezpieczne blogi dla przygłupów."

Co robi Kaczazupa napotykając prof. Artymowicza? Dochodzi do wniosków, że profesor nie jest dla niego partnerem do poważnej dyskusji:
" Panie Profesorze, zademonstrował Pan całe spektrum przykładów jak nie powinna wyglądać dyskusja naukowców oraz jak nie powinno wyglądać wnioskowanie. Pokazałem Panu, gdzie w swoich wywodach popełnia metodologiczne nadużycie. Pańskie o własnej osobie pisanie to żenująca dziecinada. Nie jest Pan partnerem do poważnej rozmowy." Przecież " "Notoryczny manipulant You-know-who nawet przez pomyłkę nie potrafi otrzeć się o prawdę. Nauczony przykrym doswiadczeniem postanowił ograniczyć się do słyszenia głosów autorytetów zmarłych bądź anonimowych." i " To profesor Artymowicz zabiega o obecność w mediach dbając rownocześnie o absencję w miejscach, gdzie bywa prof.Binienda, a miejsc tych było całkienm sporo w Polsce i za granicą. Mozna stąd wnosić że obliczenia prof. Artymowicza są największym zagrożeniem dla niego samego."
Ale wyraża chociaż nadzieję, a jak wiemy nadzieja jest cechą mądrych:
" Mam nadzieję, że kolejne edycje notek Pana Profesora Artymowicza są zapamiętywane - ich ewolucja będzie doskonałym materiałem na pierwsze rozdziały książki "JAK NASI PRZODKOWIE POZNAWALI FIZYKĘ SCHODZĄC Z DRZEW"."
Słysząc o Jerzyku07 rzuca tylko wesoło :" "Nie jest Pan na bieżąco z "eksperckością" Jerzyka07 - po raz drugi był zmuszony przyznać, że na temat TAWS bredzi. Ponieważ nie znam przypadku, kiedy nie bredził, jeżeli również Pan takiego nie wymieni, pozostaje nam uznać, że bredzi zawsze.".
Witold Gadowski? "Pozwolę sobie nazwać Pana śmieciem ludzkim i dziennikarskim".
Kobiety? Nasz bloger to prawdziwy rycerz, taki w starym wydaniu, co i dłonie ucałuje i smoka pokona:
"pijana Nowaczykowa ściero"
Aż kiedyś ten dzielny bloger dotarł i pod mój świeżo założony blog, blog nowicjusza na Salon24. Machiny oblężnicze poszły w ruch.Dwukrotnie spróbował szturmu ten nasz śmiałek.

Za pierwszym razem dostał banem za sugerowanie mi plagiatu: "chyba Pan niewiele wskóra, bo gospodarz chyba nie ma z autorstwenm tekstu wiele wspólnego i wkleja to, co mu podrzuci Dąbrowski (mnie dwa lata temu podrzucał to samo).". Za drugim - za próbę skierowania dyskusji pod notką na merytoryczne tory "Raczy pan pomijać, iż z osobą cłakiem słuśznie nazwana przeze mnie "Nowaczykową (bo ma od Nowaczyka carte blanche) ścierą" ( bo wyzywa mnie od chuja)"tu sobie pan milutko gaworzy, wzorem Marka Dabrowskiego milutko szczebiocącego na TT z Molikiem Mariuszem równoczesnie, gdy ten nazywa mnie "cipą"."
Niezrażony, w przyszłości jeszcze raz próbował, wykorzystując poczciwego Wywczasa - tym razem wkleić podstępem swój apel do prof. Biniendy na moim blogu. Niestety, klej był za słaby, Wywczas za mocny, a fosa głęboka. Zachowały się jedynie podsłuchane fragmenty stenogramów z gorączkowych przygotowań do akcji:

oraz dedukcja błędnego rycerza, który ujrzał we mnie samego Biniendę: "Myślę, iż to zdanie "Jest podane. Pan chce jeszcze w tabelce? No no." można spokojnie potraktować jako potwierdzenie, że Binienda dobierał parametry wytrzymałościoe brzozy do grubości dźwigarów i ten fakt ukrył, co jest nieuczciwością. "
Na końcu udało mi się (a jakże) dołączyć do wielce nobilitującej listy osób niegodnych intelektu Kaczejzupy:
"BBudowniczy to tupeciarz, kiedy ma do dyspozycji bana. Tutaj nie ma, więc schronił się w rezerwacie jedynej prawdy. Z niego taki inżynier, jak ze mnie chiński kucharz."
"To, co pisze to esencja i kwintesencja bzdury"
Teraz poważniej - do czego zdążam i dlaczego powstała ta notka? Dotychczas starałem się z cierpliwością znosić łażenie Kaczejzupy za mną na każdy blog, na którym się pojawię, połączone z takimi wytworami wyobraźni jak te że:
- moja osoba wydaje się być duchem Marka Dąbrowskiego ("wydaje się być duchem Marka Dąbrowskiego", "Panie duchu Marka Dąbrowskiego")
- z autorstwem tekstów chyba nie mam nic wspólnego i wklejam to co mi podrzuci Marek Dąbrowski
- jestem Markiem Dąbrowskim ("kto może bardziej osobiście znać Dabrowskiego jak sam Dąbrowski")
- Kaczazupa przekazał mi nr akt z IPN i numer śledztwa w sprawie zwolnienia z pracy
- moi żołnierze wraz z żołnierzami Nowaczyka przewracają jego skromny, acz niekrótki życiorys do góry nogami

- na Salonie24 (będąc ponoć herbu Jurnawa) jawnie wspieram wyzywanie go od "chuja"przez blogerkę Gini

- kogoś zamierzam pozwać "Ta metoda jest rozpoznana i jak Pan widział po BBudowniczym - szukał kogoś, kto imiennie napisze, że Binienda manipulował danymi, a jak Pan mnie zgłosił, to w te pędy stracił zainteresowanie pozywaniem." " itp itd
Traktowałem to z dużym przymrużeniem oka, a co niektóre próby zwrócenia na siebie uwagi potrafiły dość mocno poprawić mi humor. "Nie karm trola!", kiedyś usłyszana mądrość, gdzieś tam głęboko tkwiła w mojej świadomości i stopowała chęć odpowiadania Małemu Rycerzowi. Jednak ostatnio natrafiłem na coś, co nie pozwoliło mi już przejść obok obojętnie. Prawie spadłem z krzesła gdy to wyczytałem. Okazało się bowiem, że zdaniem blogera Kaczazupa jestem w trzech osobach....
"wystarczy przejrzeć stare teksty, żeby domyslić się, kto najprawopodobniej pisze z konta BBudowniczy. Teksty dają ze trzy osoby i tyleż odpowiada na komentarze.Po pierwsze - typowe odzywki. Po drugie - jest coś takiego - wiedza ma charakter uniwersalny - ci, co wiedzą to wiedzą to samo. Natomiast niewiedza jest prawie zawsze unikalna - ludzie mylą się każdy na swój sposób. Jak dwa razy użyto błędnie słowa "interpolacja" to najprawdopodobniej zrobiła to ta sama osoba. Jak cala grupa rozwiąże dobrze zadanie to wszyscy mogą być dobrzy, Jak cała grupa wstawi tego samego byka, to znaczy, że odgapiła od jednego. To powie każdy, kto nauczał."
Po takim - nie bójmy się tego nazwać - bluźnierstwie (w trzech istotach nieboskich występuje przecież jedynie Jan Maria Rokita), Kaczazupa pozostawił mi tylko jedno wyjście. Proszę Szanowną Administrację o podjęcie odpowiednich działań w celu ograniczenia dalszego kompromitowania mocodawcy blogera Kaczejzupy (którym jest sam Kaczazupa), a przy okazji też Salonu24. Jak wiadomo, kilku blogerów doczekało się już zwinięcia za jego sprawą, z czym wcale Kaczazupa się nie kryje, a mnie pozbawia skrupułów do napisania tej notki:

Czy zacytowanie wypowiedzi świadczą o tym, że Kaczazupa wulgarnie wyzywa adwersarzy, trolluje i obraża innych użytkowników - pozostawiam do osądu Administracji.
PS. Dobrze że Kaczazupa nie skapnął się jeszcze, że nie tylko ja pomyliłem się z użyciem określenia interpolacja, bo okaże się że jestem też Fordem Perfectem i Zenonem (czyli w 5 osobach!), gdyż "Jak dwa razy użyto błędnie słowa "interpolacja" to najprawdopodobniej zrobiła to ta sama osoba" .
W zdaniu o rachunku błędów najwyraźniej myli Pan ekstrapolację z interpolacją lub nie zna treści referatu.
KACZAZUPA24.01.2013 17:22
Niech poczyta, jak działa nawigacja inercyjna, potem o ekstrapolacji i interpolacji.
KACZAZUPA26.01.2013 18:04
http://ford.salon24.pl/481383,trajektoria-nad-brzoza-wczoraj-i-dzis
Cytaty:
Kaczazupa Salon24
Rysunek: http://kolorowanki.joe.pl/kolorowanka/bledny-rycerz-poszukuje-przygod.png
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Fajniactwo Rafała Ziemkiewicza
Rafał Ziemkiewicz, na nie wiedzieć po co gościnnych łamach portalu Niezależna.pl, dzieli się z czytelnikami swoimi refleksjami odnośnie tragedii 10 lwietnia.
Bardzo dawno nie czytałem tekstu tak mocno obnażajacego całkowitą ignorancje w kwestii tego co wiemy o tragedii smoleńskiej i gdyby nie to że został opublikowany w medium akurat bardzo mi bliskim, to pan Ziemkiewicz mógłby swoje opowieści snuć do woli.
Bedę zmuszony tekst przytoczyć prawie w całości gdyż co akapit, to najdelikatniej mówiąć bzdura.
Czytamy:
Wielu się zgorszyło, ale wiem, co napisałem i dlaczego. I powtórzę polemistom: ogłaszanie jako rzeczy pewnej i oczywistej, iż w Smoleńsku przeprowadzono skutecznie zamach, jest przedwczesne i szkodzi sprawie. I to nie tylko w perspektywie bieżącej polityki (co jest bezdyskusyjne, wystarczy spojrzeć na sondaże); może zaszkodzić także w przyszłości.
Juz w pierwszym akapicie mamy takie nagromadzenie bzdur że własciwie nie wiadomo od czego zacząć.
Gdyby przyjąc optykę naszego kieszonkowego nonkonformisty to już od 36 lat ulegamy "przedwczesnym" mitom co do okoliczności smierci Stanisława Pyjasa. Wszak niedawna ekspertyza przeprowadzona pod okiem pani Światek powiada że mielismy do czynienia z nieszczesliwym wypadkiem. Prawdaż?
Zdumiewające jest również odwołanie sie w tym miejscu do sondaży, kompletne pomylenie porządków.
Ale peregrynując po tych bezdrożach bardzo szybko mozna by dojść do wniosku że efekty wieloletniej pracy Ziemkiewicza na ugorze publicystyki są przeciwskuteczne.
Im dłużej pan Ziemkiewicz pisze, im dłużej przekonuje, tym coraz gorzej to wyglada.
Nie mamy (nie możemy mieć, bo wszystko jest w gestii Putina) żadnych rozstrzygających dowodów. Mamy jedynie przesłanki. Mocne i spójne, ale uprawdopodobnione głównie domniemaniem, że kto ukrywa lub fałszuje dowody, ten najwidoczniej jest winny.
Prawicowy publicysta był najprawdopodobniej na jakiejś kanikule, tudzież rozstrzygał jakiś swój 94-ty spór z gazetą Adama Michnika (94-ty tylko w roku 2012).
To dlatego może nie nie znać ustaleń tak naukowców współpracujących z Zespołem Parlamentarnym Antoniego Macierewicza jak i nie wiedzieć o czym traktowała Konferencja Smoleńska. Zachowanie się samolotu w ostatnich sekundach lotu, jak i to co spadło potem na ziemie nie jest juz dowodem na zamach. Obecne prace polegają na tym by ustalić jak to się stało.
W wypadku Kremla wcale nie musi to być prawdą. Ma on, o czym wielokrotnie pisałem, oczywisty interes w tym, by uprawdopodabniać naszą wiarę w zamach. A mając wszystkie karty w ręku, może też w odpowiednim dla siebie momencie, jeśli uzna to za korzystne, wydobyć z ukrycia przekonujące dowody, że jednak był to nieszczęśliwy wypadek.
Jest to chyba najbardziej irytująca częśc całego wywodu Rafała Ziemkiewicza. Zauwazyli Państwo jak zgrabnie nasza baletnica przeskoczyła z dowodzenia że mamy za mało na dowodów na zamach, na rzecz twierdzenia że pan pułkownik Putin ma za pazuchą jakiegoś asa?
W tym miejscu możemy sobie zawiesić na kołku wszelkie zagadkowe śmierci i to nie tylko po 45, ale i po 89 roku.
O ile prawdą jest że oprócz korzyści z uśmiercenia zbrodniarze, podobnie jak wymuszający haracze reketierzy, odnoszą korzyści z atmosfery zastraszenia - o tyle nie przypominam sobie by ktoś tak bezczelnie podnosił że lepiej roboczo przyjąć że to deszcz pada.
Wszystkie wyliczenia, które mamy, oparte są przecież na danych zawartych w oficjalnym raporcie, wszystkie ekspertyzy, których nie przeprowadzono, uzależnione od dobrej woli Moskwy.
Pan publicysta zdradza tu swoją ignorancje i jest to na swój sposób ciekawe. Pokazuje jak na dłoni ile czasu zajeło mu sledzenie najwiekszej polskiej tragedii ostatnich kilkudziesięciu lat.
Kluczowe dane zostały zapisane na rejestratorach TAWS/FMS. Te, nawet w nieszczęsnym dla nas trybie jakim był załacznik 13-ty musiały byc odczytane w kraju producenta, czyli w USA.
Zapisy oddano chętnie, ten ryczący "pull up" znakomicie wpisywał się w rosyjską opowieść o tym jak to piloci naciskani przez prezydenta i generała Błasika zgubili sie.
I wszystko byłoby pięknie gdyby do tych zapisów nie dotarli i eksperci wspólracujący z ZP Antoniego Macierewicza. Zapisy cyfrowe pokazuja wyraźnie że do dezintegracji samolotu doszło w powietrzu.
Skąd jednak sprawdzający codziennie co o nim napisała Gazeta Wyborcza pan publicysta Ziemkiewicz może o tym wiedzieć?
Obawiam się że pan Ziemkiewicz nie ma bladego nawet pojecia o tym ile wysiłku włożyła komisja Millera w ukrycie kluczowego parametru jakim jest TAWS-38.
Poza wszystkim, są sprawy, które mi do teorii zamachu, kuszącej, bo wyjaśniającej wszystko, w sposób zgodny z naszym wiekowym doświadczeniem, nie pasują. Takie, jak na przykład zeznania śp. Remigiusza Musia (przypominane na tych łamach), który wyraźnie mówił, że słyszał najpierw huk upadku, a potem wybuchy.
Wbrew tym przechwałkom łamy GP czy Niezależnej publicysta zna wyłacznie z nagłówków. Rafał Kowaleczko (niech sobie publicysta sprawdzi kto zacz), albo niech publicysta dotrze do kilkunastu innych polskich świadków którzy zeznawali w prokuraturze.
Nie ma jednak na to swego bezcennego czasu. Co innego gdy trzeba kogoś pouczyć, chocby i w sprawach w których nie ma się zielonego pojęcia. Ta ignorancja jest na początku szokująca, ale w finale intrygujaca. O czym na końcu.
Przede wszystkim − nie można zapominać o tym, że lotnisko Siewiernyj wykorzystywane było do handlu bronią, m.in. przez Wiktora Buta. A to znaczy, że było pod stałą, bezustanną obserwacją wywiadu USA, o czym Rosjanie dobrze wiedzieli. Decyzja o dokonaniu zbrodni w tak czujnie śledzonym przez wroga miejscu, niczym w oknie wystawowym, musiałaby być częścią takiej gry międzynarodowej, w którą trudno uwierzyć.
Niech ktoś poprosi pana analityka o ocene wydarzeń które miały całkiem niedawno miejsce w stolicy nuklearnego mocarstwa, w Londynie. Agenci pułkownika Putina chodzili po mieście z promieniotwórczym polonem. Mogli zatruć nim nie tylko osobistego wroga pułkownika Putina ale i tysiace brytyjczyków.
Opowieści Ziemkiewicza o tym jak to spraliżowała pana pułkownika Putina okazjonalna obserwacja lotniska, które można w kluczowym momencie przykryć kilkoma maszynkami pokazanymi na filmie Mariusza Pilisa, w mojej opinii obrażają inteligencje.
Najwidoczniej przy okazji operacji Litwinienko służby podległe Putinowi wmówiły mu że to nie stolica nuklearnego mocarstwa, ale jakiś Lądek Zdrój.
Może się zdarzyć, że po Putinie kolejny władca Kremla znów ogłosi „głasnost” i dla uwiarygodnienia ujawni ukrywane fakty w sprawie smoleńskiej. Jeśli dowiodą one, że jednak była to „tylko” rosyjska nieudolność i podłość ekipy Tuska, obecna pochopność w ogłaszaniu zamachu może opozycji wyrządzić większe szkody niż ongiś Niewiadomski endecji.
Bardzo interesująca pointa redaktora Ziemkiewicza. Jest redaktor skazany na nową ruską głasnost. Póki nie usłyszy ze źródła które wskazuje jako wiarygodne - póty będzie wygladał a to asów a to przyznania się.
Skąd ma się dowiedzieć jak było? Przecież nawet Gazete Polską z której odbiera honoraria czyta tyłko po łepkach.
Rzecz jednak w czym innym niz lenistwo Ziemkiewicza.
Te desperackie poszukiwania sprzeczności świadczą wyłacznie o poszukiwaniach jakiegoś ratunku dla swoich wyborów. Wojciech Wencel opisał to swego czasu bardzo ładnie:
Niedawno przeczytałem czyjś komentarz w internecie: „Szczerze mówiąc, wolałbym żeby prawda w sprawie Smoleńska nigdy nie wyszła na jaw”.
Żeby prawda nie wyszła na jaw? No jasne.
Bo gdyby się okazało, że to nie był zwyczajny wypadek, trudno byłoby nadal żyć w hipermarkecie popkultury.
Trzeba by zająć stanowisko i zrobić coś poważnego, w wymiarze wspólnotowym albo indywidualnym. Historia wyszłaby z muzeum i zaczęła nas ciągnąć za rękaw. A to dla wielu Polaków byłoby gorsze od życia w kłamstwie, do którego zdążyli się przyzwyczaić.
Bardzo dawno nie czytałem tekstu tak mocno obnażajacego całkowitą ignorancje w kwestii tego co wiemy o tragedii smoleńskiej i gdyby nie to że został opublikowany w medium akurat bardzo mi bliskim, to pan Ziemkiewicz mógłby swoje opowieści snuć do woli.
Bedę zmuszony tekst przytoczyć prawie w całości gdyż co akapit, to najdelikatniej mówiąć bzdura.
Czytamy:
Wielu się zgorszyło, ale wiem, co napisałem i dlaczego. I powtórzę polemistom: ogłaszanie jako rzeczy pewnej i oczywistej, iż w Smoleńsku przeprowadzono skutecznie zamach, jest przedwczesne i szkodzi sprawie. I to nie tylko w perspektywie bieżącej polityki (co jest bezdyskusyjne, wystarczy spojrzeć na sondaże); może zaszkodzić także w przyszłości.
Juz w pierwszym akapicie mamy takie nagromadzenie bzdur że własciwie nie wiadomo od czego zacząć.
Gdyby przyjąc optykę naszego kieszonkowego nonkonformisty to już od 36 lat ulegamy "przedwczesnym" mitom co do okoliczności smierci Stanisława Pyjasa. Wszak niedawna ekspertyza przeprowadzona pod okiem pani Światek powiada że mielismy do czynienia z nieszczesliwym wypadkiem. Prawdaż?
Zdumiewające jest również odwołanie sie w tym miejscu do sondaży, kompletne pomylenie porządków.
Ale peregrynując po tych bezdrożach bardzo szybko mozna by dojść do wniosku że efekty wieloletniej pracy Ziemkiewicza na ugorze publicystyki są przeciwskuteczne.
Im dłużej pan Ziemkiewicz pisze, im dłużej przekonuje, tym coraz gorzej to wyglada.
Nie mamy (nie możemy mieć, bo wszystko jest w gestii Putina) żadnych rozstrzygających dowodów. Mamy jedynie przesłanki. Mocne i spójne, ale uprawdopodobnione głównie domniemaniem, że kto ukrywa lub fałszuje dowody, ten najwidoczniej jest winny.
Prawicowy publicysta był najprawdopodobniej na jakiejś kanikule, tudzież rozstrzygał jakiś swój 94-ty spór z gazetą Adama Michnika (94-ty tylko w roku 2012).
To dlatego może nie nie znać ustaleń tak naukowców współpracujących z Zespołem Parlamentarnym Antoniego Macierewicza jak i nie wiedzieć o czym traktowała Konferencja Smoleńska. Zachowanie się samolotu w ostatnich sekundach lotu, jak i to co spadło potem na ziemie nie jest juz dowodem na zamach. Obecne prace polegają na tym by ustalić jak to się stało.
W wypadku Kremla wcale nie musi to być prawdą. Ma on, o czym wielokrotnie pisałem, oczywisty interes w tym, by uprawdopodabniać naszą wiarę w zamach. A mając wszystkie karty w ręku, może też w odpowiednim dla siebie momencie, jeśli uzna to za korzystne, wydobyć z ukrycia przekonujące dowody, że jednak był to nieszczęśliwy wypadek.
Jest to chyba najbardziej irytująca częśc całego wywodu Rafała Ziemkiewicza. Zauwazyli Państwo jak zgrabnie nasza baletnica przeskoczyła z dowodzenia że mamy za mało na dowodów na zamach, na rzecz twierdzenia że pan pułkownik Putin ma za pazuchą jakiegoś asa?
W tym miejscu możemy sobie zawiesić na kołku wszelkie zagadkowe śmierci i to nie tylko po 45, ale i po 89 roku.
O ile prawdą jest że oprócz korzyści z uśmiercenia zbrodniarze, podobnie jak wymuszający haracze reketierzy, odnoszą korzyści z atmosfery zastraszenia - o tyle nie przypominam sobie by ktoś tak bezczelnie podnosił że lepiej roboczo przyjąć że to deszcz pada.
Wszystkie wyliczenia, które mamy, oparte są przecież na danych zawartych w oficjalnym raporcie, wszystkie ekspertyzy, których nie przeprowadzono, uzależnione od dobrej woli Moskwy.
Pan publicysta zdradza tu swoją ignorancje i jest to na swój sposób ciekawe. Pokazuje jak na dłoni ile czasu zajeło mu sledzenie najwiekszej polskiej tragedii ostatnich kilkudziesięciu lat.
Kluczowe dane zostały zapisane na rejestratorach TAWS/FMS. Te, nawet w nieszczęsnym dla nas trybie jakim był załacznik 13-ty musiały byc odczytane w kraju producenta, czyli w USA.
Zapisy oddano chętnie, ten ryczący "pull up" znakomicie wpisywał się w rosyjską opowieść o tym jak to piloci naciskani przez prezydenta i generała Błasika zgubili sie.
I wszystko byłoby pięknie gdyby do tych zapisów nie dotarli i eksperci wspólracujący z ZP Antoniego Macierewicza. Zapisy cyfrowe pokazuja wyraźnie że do dezintegracji samolotu doszło w powietrzu.
Skąd jednak sprawdzający codziennie co o nim napisała Gazeta Wyborcza pan publicysta Ziemkiewicz może o tym wiedzieć?
Obawiam się że pan Ziemkiewicz nie ma bladego nawet pojecia o tym ile wysiłku włożyła komisja Millera w ukrycie kluczowego parametru jakim jest TAWS-38.
Poza wszystkim, są sprawy, które mi do teorii zamachu, kuszącej, bo wyjaśniającej wszystko, w sposób zgodny z naszym wiekowym doświadczeniem, nie pasują. Takie, jak na przykład zeznania śp. Remigiusza Musia (przypominane na tych łamach), który wyraźnie mówił, że słyszał najpierw huk upadku, a potem wybuchy.
Wbrew tym przechwałkom łamy GP czy Niezależnej publicysta zna wyłacznie z nagłówków. Rafał Kowaleczko (niech sobie publicysta sprawdzi kto zacz), albo niech publicysta dotrze do kilkunastu innych polskich świadków którzy zeznawali w prokuraturze.
Nie ma jednak na to swego bezcennego czasu. Co innego gdy trzeba kogoś pouczyć, chocby i w sprawach w których nie ma się zielonego pojęcia. Ta ignorancja jest na początku szokująca, ale w finale intrygujaca. O czym na końcu.
Przede wszystkim − nie można zapominać o tym, że lotnisko Siewiernyj wykorzystywane było do handlu bronią, m.in. przez Wiktora Buta. A to znaczy, że było pod stałą, bezustanną obserwacją wywiadu USA, o czym Rosjanie dobrze wiedzieli. Decyzja o dokonaniu zbrodni w tak czujnie śledzonym przez wroga miejscu, niczym w oknie wystawowym, musiałaby być częścią takiej gry międzynarodowej, w którą trudno uwierzyć.
Niech ktoś poprosi pana analityka o ocene wydarzeń które miały całkiem niedawno miejsce w stolicy nuklearnego mocarstwa, w Londynie. Agenci pułkownika Putina chodzili po mieście z promieniotwórczym polonem. Mogli zatruć nim nie tylko osobistego wroga pułkownika Putina ale i tysiace brytyjczyków.
Opowieści Ziemkiewicza o tym jak to spraliżowała pana pułkownika Putina okazjonalna obserwacja lotniska, które można w kluczowym momencie przykryć kilkoma maszynkami pokazanymi na filmie Mariusza Pilisa, w mojej opinii obrażają inteligencje.
Najwidoczniej przy okazji operacji Litwinienko służby podległe Putinowi wmówiły mu że to nie stolica nuklearnego mocarstwa, ale jakiś Lądek Zdrój.
Może się zdarzyć, że po Putinie kolejny władca Kremla znów ogłosi „głasnost” i dla uwiarygodnienia ujawni ukrywane fakty w sprawie smoleńskiej. Jeśli dowiodą one, że jednak była to „tylko” rosyjska nieudolność i podłość ekipy Tuska, obecna pochopność w ogłaszaniu zamachu może opozycji wyrządzić większe szkody niż ongiś Niewiadomski endecji.
Bardzo interesująca pointa redaktora Ziemkiewicza. Jest redaktor skazany na nową ruską głasnost. Póki nie usłyszy ze źródła które wskazuje jako wiarygodne - póty będzie wygladał a to asów a to przyznania się.
Skąd ma się dowiedzieć jak było? Przecież nawet Gazete Polską z której odbiera honoraria czyta tyłko po łepkach.
Rzecz jednak w czym innym niz lenistwo Ziemkiewicza.
Te desperackie poszukiwania sprzeczności świadczą wyłacznie o poszukiwaniach jakiegoś ratunku dla swoich wyborów. Wojciech Wencel opisał to swego czasu bardzo ładnie:
Niedawno przeczytałem czyjś komentarz w internecie: „Szczerze mówiąc, wolałbym żeby prawda w sprawie Smoleńska nigdy nie wyszła na jaw”.
Żeby prawda nie wyszła na jaw? No jasne.
Bo gdyby się okazało, że to nie był zwyczajny wypadek, trudno byłoby nadal żyć w hipermarkecie popkultury.
Trzeba by zająć stanowisko i zrobić coś poważnego, w wymiarze wspólnotowym albo indywidualnym. Historia wyszłaby z muzeum i zaczęła nas ciągnąć za rękaw. A to dla wielu Polaków byłoby gorsze od życia w kłamstwie, do którego zdążyli się przyzwyczaić.
niedziela, 24 kwietnia 2011
40 pokoleń
40 pokoleń Polaków od ponad tysiąca lat budowało naszą tożsamość.
Częściej chyba krwią niż pracą.
My mamy dziś bardzo łatwo, prędzej drwiny doczekamy niż tego że ktoś postawi nas pod murem.
Niemal komfort.
Nie chce nawet zgadywać co pomyśleliby o nas ci którzy wiedzieli że zginą ale nie wycofali się.
Nie chce myśleć co pomyśleliby o mnie ci leżący pod brzozowymi krzyżami.gdy lękam się czasem dać świadectwo.
Chyba uśmiechnęli by się wyrozumiale. Na pewno.
To juz lepiej stanąć pod murem. I najlepiej bez zbędnego błazeństwa i demonstracji.
Owszem będą strzelać, ale raczej tylko śliną.
Częściej chyba krwią niż pracą.
My mamy dziś bardzo łatwo, prędzej drwiny doczekamy niż tego że ktoś postawi nas pod murem.
Niemal komfort.
Nie chce nawet zgadywać co pomyśleliby o nas ci którzy wiedzieli że zginą ale nie wycofali się.
Nie chce myśleć co pomyśleliby o mnie ci leżący pod brzozowymi krzyżami.gdy lękam się czasem dać świadectwo.
Chyba uśmiechnęli by się wyrozumiale. Na pewno.
To juz lepiej stanąć pod murem. I najlepiej bez zbędnego błazeństwa i demonstracji.
Owszem będą strzelać, ale raczej tylko śliną.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
wiatr
To był chyba jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.
Przenikliwe zimno i wiatr który cały czas mówił wręcz: ja ciebie zabije.
Ale akurat Polska przyjechała do mojego miasta.
Siedząc już od dawna w cieple uśmiecham się do tego wiatru i do jego gróźb że wszyscy skończymy w szpitalu.
Przydałeś się. Nie zabiłeś, a zahartowałeś wręcz.
I chyba nawet jest to naprawdę najlepszy powód by ci podziękować że cały czas byłeś i ani chwile nie odpuszczałeś.
Jak ból w krzyżu od stania, jak ból w łydkach od chodzenia, jak stopy które błagały po jakimś czasie o litość.
Bez ciebie zimny, przenikliwy i nieustający wietrze te setki czy tysiące biało-czerwonych zwisały by wczoraj na Krakowskim Przedmieściu jakoś tak smętnie, rutynowo - jak tam gdzie musieli schować przed ludźmi specjaliści od wyreżyserowanych spektakli.
"Jak Jarosław pójdzie tam to my tam, a jak tam to tam".
No ci właśnie.
Tylko nam nad głowami powiewały biało-czerwone tak mocno że aż dech zapierało.
Unikam dużych wyrazów ale stojąc niemal cały dzień na Krakowskim i w okolicach wszędzie widziałem wręcz morze naszych, nasze to biało czerwone - sztandarów.
Jakiś majestat w tym był, w tych flagach dużych i małych, trzymanych przez staruszki i kilkuletnich chłopców.
I tak dumnie łopocących, często uderzających w twarz.
Drogi porywisty wietrze - to wyglądało chwilami jak wręcz husaria. Choc przecie nie przyszliśmy tam na bój jeno trzeba było dać świadectwo takim drobiazgiem jak obecność..
Nie zapomnę tych chorągwi na wietrze, nie zapomnę tych ludzi którzy często z dziećmi zjechali z całej Polski.
Dzięki nim i dzięki tobie wietrze, tak bezmyślnie porywisty, miałem w mieście dziś dość trudnym do życia jeden z najwspanialszych dni w życiu.
Właśnie tak powinny powiewać polskie flagi i sztandary.
Lubie czuć że mieszkam w Polsce.
Przywiałeś mi Polskę.
.
Przenikliwe zimno i wiatr który cały czas mówił wręcz: ja ciebie zabije.
Ale akurat Polska przyjechała do mojego miasta.
Siedząc już od dawna w cieple uśmiecham się do tego wiatru i do jego gróźb że wszyscy skończymy w szpitalu.
Przydałeś się. Nie zabiłeś, a zahartowałeś wręcz.
I chyba nawet jest to naprawdę najlepszy powód by ci podziękować że cały czas byłeś i ani chwile nie odpuszczałeś.
Jak ból w krzyżu od stania, jak ból w łydkach od chodzenia, jak stopy które błagały po jakimś czasie o litość.
Bez ciebie zimny, przenikliwy i nieustający wietrze te setki czy tysiące biało-czerwonych zwisały by wczoraj na Krakowskim Przedmieściu jakoś tak smętnie, rutynowo - jak tam gdzie musieli schować przed ludźmi specjaliści od wyreżyserowanych spektakli.
"Jak Jarosław pójdzie tam to my tam, a jak tam to tam".
No ci właśnie.
Tylko nam nad głowami powiewały biało-czerwone tak mocno że aż dech zapierało.
Unikam dużych wyrazów ale stojąc niemal cały dzień na Krakowskim i w okolicach wszędzie widziałem wręcz morze naszych, nasze to biało czerwone - sztandarów.
Jakiś majestat w tym był, w tych flagach dużych i małych, trzymanych przez staruszki i kilkuletnich chłopców.
I tak dumnie łopocących, często uderzających w twarz.
Drogi porywisty wietrze - to wyglądało chwilami jak wręcz husaria. Choc przecie nie przyszliśmy tam na bój jeno trzeba było dać świadectwo takim drobiazgiem jak obecność..
Nie zapomnę tych chorągwi na wietrze, nie zapomnę tych ludzi którzy często z dziećmi zjechali z całej Polski.
Dzięki nim i dzięki tobie wietrze, tak bezmyślnie porywisty, miałem w mieście dziś dość trudnym do życia jeden z najwspanialszych dni w życiu.
Właśnie tak powinny powiewać polskie flagi i sztandary.
Lubie czuć że mieszkam w Polsce.
Przywiałeś mi Polskę.
.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Nie będziemy razem,
bo nie ma przyzwolenia na „zdradę o świcie” i na fałsz przekraczający ludzką miarę.
Kolejny raz wszystkie moje myśli napisał już ktoś przede mną.
http://bezdekretu.blogspot.com/2011/04/by-sie-bali.html
Kolejny raz wszystkie moje myśli napisał już ktoś przede mną.
http://bezdekretu.blogspot.com/2011/04/by-sie-bali.html
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)
