sobota, 7 sierpnia 2010

Krzyż Smoleński



Tego krzyża już nie ma.

Pojawił się na chwilę nad Smoleńskiem, jacyś rosyjscy operatorzy rzecz nagrali, puścili w telewizji tuż po niedźwiedzich uściskach premiera Putina i premiera Tuska, wszyscy łącznie z rosyjskimi operatorami zdumieli się. No tak chrześcijański krzyż na niebie, ładne, intrygujące - bo akurat nad tym miejscem i w tym czasie.

Nie jest dla mnie jasne czy materiał jest autentyczny - rosyjska telewizja przekonywała że to obrazy tuż po "katastrofie" - wydaję mi się jednak że nakręcono to przed zmierzchem 10 kwietnia. Mniejsza.
Rosyjscy dziennikarze czekali na przyjazd premierów, zobaczyli na niebie co zobaczyli, zrobili "wklejkę".
Bez znaczenia jest pora tego nagrania. Bo tak czy siak krzyż nad Smoleńskiem utworzył się.

Rankiem następnego dnia oczywista próżno go szukać.

Ale ....



Co by było gdyby ten krzyż na niebie przetrwał cały kolejny dzień tj niedziele 11 kwietnia 2010 roku.

I byłby w poniedziałek, we wtorek, w środę, czwartek - zupełnie nieświadom tego że nie ma juz najmniejszej potrzeby żeby tam był - wszak ciała ofiar jakos tam zapakowano do trumien (kto zdążył to zachował sobie pamiątke w postaci zegarka czy telefonu satelitarnego) i wysłano do Polski.

A ten krzyż nieświadom chyba tego że na wszystko może być dobra pora i czas - wciąż na tym niebie by był.

Mijały by dni i tygodnie a on wciąż tam by sobie bezsensownie (bo wbrew temu co uważa się za logiczne czy "na miejscu") by był. Ot natura spłatałaby większego figla niż warszawscy harcerze którzy przynieśli swego czasu symbol "który dzieli" na Krakowskie Przedmieście.

Niewątpliwie taka dziwaczna anomalia (kto to widział by taki krzyż gdziekolwiek sobie wyzywająco wisiał) wzbudziła by reakcje tych którzy dwa skrzyżowane patyki - patyki bo przecież prędzej uwierzą w UFO niż w Śmierć i Zmartwychwstanie - taka anomalia domagałaby sie jakiejś reakcji. No koniecznie trzeba z tym cos zrobić.

Być może wezwano by ministra d/s nadzwyczajnych Rosji pana Szojgu - tego co to kazał przegonić polskich borowców którzy robili jakąś wyzywającą wartę wokół ciała prezydenta RP.

Przygotowany do sytuacji nadzwyczajnych minister Siergiej 8:56 Szojgu zrobiłby ze smoleńskim krzyżem to samo co zrobił z borowcami. Komu ten krzyz na niebie potrzebny? Na naszym rosyjskim niebie.

Poderwano by samolot czy dwa ( z tych co to od lat skutecznie i fachowo tworzą nowa jakość na niebie) i byłoby po sprawie. Wszyscy odetchnęli by z ulgą bo przecie ten krzyż nad Smoleńskim niebem był już po prostu wyzywający.

A krzyż jesli jest mądrym a nie głupim krzyżem doskonale wie kiedy jest na właściwym miejscu.

Kiedy pan prezydent Miedwiediew i pan premier Putin fatygują się po południu 10 kwietnia do cerkwi, zapalają świeczki i czynią ten znak z nieba - czy kiedy pan premier Tusk klęka pod jakimś kamieniem (bo ciało prezydenta było aż 100 metrów dalej) i również czyni znak z nieba. Dobrze że przypadkiem znaleźli sie tam fotoreporterzy.zwykle celebryci przysypiają w takich okazjach.

JESTEM PEWIEN że gdyby smoleński krzyz na niebie przetrwał wiele dni, to w sukurs rosyjskiemu specjaliście od przeganiania polskich oficerów i okłamywania co do pory tej nadzwyczajnej sytuacji - przyszliby polscy hierarchowie i telewizyjny celebryci w koloratkach.

Tłumaczyliby, raz: że to jakas anomalia że krzyż sobie ot tak wciąż jest.
Dwa: że krzyż który wciąż jest zamiast rozpłynąć sie w powietrzu jak naturalna smoleńska mgła - on moze dzielić.

No dzielić. Jak cholera dzielić.

sobota, 10 lipca 2010

"Proch, włos, nitki, odciski palców, ślady butów" - sledztwo w/s tragedii

"Komisja śledcza odnajduje nowe poszlaki. – Wszystko, co odkrywamy, może świadczyć o tym, że komuś bardzo zależało na zatarciu śladów przebiegu wypadków – mówi nam jeden z członków komisji."



"Na szlafroku X odnaleziono włos. I znów pech. Prok. Sławnikowski: – Biegły uznał, że włos nie nadaje się do badań genetycznych. – Wielka szkoda. Ten włos mógł być ważny – mówi jeden z członków komisji. – Bo jeśli nie był osoby X, a np. Y, to otwiera przed nami wiele ciekawych hipotez. Warto by było je zweryfikować na tak lub na nie."



"Tam się zrobił taki ruch, że ślady butów X zostały zadeptane. Przypadek? A poza tym, kto uwierzy, że funkcjonariusze nie wiedzą, jak się zachowywać na miejscu tragedii? – pyta członek komisji śledczej. – Na pewno ani nie zabezpieczono śladów, ani nie zbadano wszystkich dowodów. Musimy wyjaśnić dlaczego."



"Jak mówi członek komisji: "Tylko że to nie był zwykły funkcjonariusz, lecz funkcjonariusz operacyjny. Co tam robił?"



"Prok. Sławnikowski: – Moje śledztwo obejmuje także prawidłowość oględzin miejsca tragedii" "Zbieg okoliczności, celowe działanie czy głupota?"



"Jeśliby tak było, to funkcjonariusze mogli wpaść w panikę i starali się zatrzeć ślady tego, co się naprawdę wydarzyło"



"Prokurator z kilkudziesięcioletnim stażem nie może się nadziwić, że w jednym śledztwo mogło się nagromadzić aż tyle dowodów nienadających się do wykorzystania. – Arcydziwny zbieg okoliczności – mówi. – Mnie się zapala czerwone światełko. Czy to celowe działanie, czy tylko głupota?"



"Włos, nitki, proch zostały zbadane tylko raz"



=====



Powyższe to zapis tego co funkcjonariusze panstwa polskiego, posłowie, prokuratorzy, badali na okolicznosć innej "tragedii".

Cytaty pochodza z Gazety Wyborczej, bo prasa rozwazała wszelkie hipotezy, nie było pytań niestosownych, zbyt drobiazgowach, za bardzo hipotetycznych.

Rozważano na wszelkie mozliwe sposoby kazdy scenariusz. No ale rzecz tyczyła tragedii jaką była smierc BYŁEJ posłanki pani Blidy.



"W tej sprawie wszystko musi zostac wyjasnione" to zdanie okupywało pierwsza strone kazdej niemal gazety.



Ale gdy giną palamentarzysci, marszałkowie Sejmu i Senatu, ministrowie, głowni dowódcy Wojska Polskiego i wreszcie sam Prezydent RP to nastaje dziwaczna cisza.



"Zbieg okoliczności, celowe działanie czy głupota?" – pytała Wyborcza a wraz z nią TVN, Polsat, RMF i dlugo by wyliczac.

"Celowe dzialanie" dzis w ogole nie jest brane pod uwagę, tak przez prokurature jak i przez (jak to wykazałem) bardzo chetne i odważne media.



"Komuś zalezało na zatarciu dowodów?" Jakis włos znaleziony w mieszkaniu p Blidy MOGŁ BYĆ WAŻNY.



Dzis kiedy ginie Prezydent, dowództwo armii, najwyzsi urzednicy panstwa, prominentni parlamentarzysci nawet pytanie o rzeczywista godzine katastrofy tupolewa budzi drwine.



Przypomnijcie sobie ile i co badano w sprawie smierci byłej posłanki. Przypomnijcie sobie jak uruchomiono prokuratorów, jak powołano na okolicznosc tego wypadku (wróć: czy ktoś wowczas w ogole mówił o "wypadku" ??????) specjalna komisje sledczą która maglowała kazdego kogo sie tylko dało. Przypomnijcie sobie bezposrednie transmisje z obrad tej komisji, łamy gazet pełne dociekan i podejrzen.

A zgineła wszak była posłanka Sejmu…



Wyglada na to ze z dnia na dzien wszystkim tym ktorzy chetni byli dociekac prawdy jakby nagle zabrakło animuszu. Od rzadzacych akurat panstwem po media.



Juz nagle "nie warto weryfikowac kazdej hipotezy".

piątek, 19 lutego 2010

limitowana solidarność

 Swego czasu pewien dzięciol (mógł to byc "profesor Bartoszewski", bądź jakaś równie komiczna postać) ogłosił ze w PiS mogą być wyłącznie ludzie nieprzyzwoici.

Choć zdaje sobie sprawę z tego ze niespecjalnie dobrze nadaje się do jakiegokolwiek zorganizowanego działania to nie wahałem sie ani chwili. Dzień w którym usłyszałem stukanie dzięciolą, powielane zresztą przez media, był dniem kiedy wysłałem do jakiegoś tam pełnomocnika w swojej dzielnicy list w którym zgłosiłem się. Na, za przeproszeniem, członka.

Szczęśliwie dla mnie, a jeszcze szczęśliwiej dla PiS, moja deklaracja została przez owego pełnomocnika olana. Wszyscy uniknęli wiec nieszczęść.....

Wstęp, teraz do rzeczy.


Jesteśmy, jak pisal pewien nick, reakcjonistami. Reagujemy (badz nie) na konkretne wydarzenia. W niczym nie zrani to mojej proznosci jesli napisze ze (na wszelki wypadek w liczbie pojedynczej)  nie wnosimy w przestrzeń zbyt wiele. Sami nie wnosimy.

Jestesmy pod tym wzgledem nieco podobni do np robotników w stoczni gdańskiej. Podwyższyli nam ceny w stołówce, popsioczymy. Ale gdy posuną sie do wyrzucenia z pracy Anny Walentynowicz, to juz nie ma zmiłuj. 

Reagujemy, nie baczac na to ze jakiś madry wytlumaczy nam ze rzeczona wyleciala za "polityke" (ktora mozemy przecie miec w pogardzie) inny madry oswiadczy ze widzial jak ta Walentynowicz dwa albo nawet i trzy razy wyniosła papier toaletowy z zakladowego sracza, wreszcie jeszcze inny podniesie ze jak juz stawiać się to w obronie Kowalskiej, samotnej matki 8 -ga dzieci. Jak zwykle tłum racjonalistów jest na posterunku.


Urodziłem się wystarczająco późno by zawracać głowę jakiemuś pełnomocnikowi PiS, ale za wcześnie by być w Solidarności. Tej pierwszej. Nielatów nie zatrudniano to i trudno by nielata przyjęto do związku.

Ale zawsze było w tej pierwszej Solidarności coś takiego co imponuje mi do dziś.

Solidarność to nie Bolek, Solidarność to nie frakcja korowska i tak dalej.

Miliony ludzi włączyło sie w Solidarność właśnie z poczucia solidarności. Prosta reakcja. Tak jak wówczas gdy "gołębiarzom" (zapamiętam te pogardliwie okreslenie ktore mialy zdezawuować ludzie reakcje) zawalił sie na glowe dach jakiejs hali na Ślasku.  Wykpiwane sa co i raz wszelkie żaloby narodowe, racjonalisci podsuwaja pod nos statystyki wypadków drogowych albo mowia juz otwartym tekstem co myslią o swoich rodakach jak swego czasu Cimoszewicz: "trzeba się było ubezpieczyć".


Napisałem o pierwszej Solidarności by jakoś ja odróżnić od tej drugiej po 89 roku. Od tego tworu sztucznego, nie zachęcającego nawet do wzruszenia ramionami.

Solidarność zawsze jest pierwsza.

Chocby ofiara nie ubezpieczyła sie, jechała za szybko, nie zachowywała sie racjonalnie, była niepełnosprawna jak Pani Wioletta Woźna, cięła sobie żyły jak Sumlinski - a kto wie, może nie zachowała się kiedyś tam jakbyśmy tego od klasycznej ofiary (niewinnej jak lilia) oczekiwali.

Ofiara musi być niewinna ponad wszelka wątpliwość, byśmy MUSIELI zareagować?

Coraz bardziej dziwny jest ten świat. Niech nam najpierw rejsowo "zreferują wiersz" byśmy wiedzieli czy może on wzruszać. Solidarność stała sie jakby produktem rynkowym, nie bedziemy jej rozdawac na prawo i lewo tak zupelnie za darmo. Limity proszę pana, trzeba chronić środowisko - w którym coraz mniej ludzi.

Tymczasem...

Nie ma wolności bez solidarności. A solidarność zawsze jest pierwsza.

Tak myślę.

środa, 13 sierpnia 2008

"Micheil, ja Cię lubię, jesteś fajny facet, ale Rosja nie mogła się zachować inaczej"

To powiedzialby Lech Wałęsa Micheilowi Saakaszwilem, gdyby mial taka mozliwosc.

 

Byly prezydent nie szczedzil przy tym slow krytyki prezydentowi obecnemu.

Tym razem jednak nie nazwal Lecha Kaczynskiego sqrwysynem, przeto nikt nie musi udawac ze nie slyszal.

 

Swego czasu Donald Tusk z goryczą zauważył, ze przez ostatnie dwa lata polskie władze nie umiały wykorzystać w polityce zagranicznej autorytetu takich osób jak Lech Wałęsa. Przyczyna marginalizowania Wałesy przez rzady PiS mialy byc "złe emocje i brak wyczucia".

Pozbawiony "zlych emocji", kierujac sie idealnym "wyczuciem" premeir Tusk forsowal rowniez kandydature Lecha Walesy do tzw. rady medrców Europy.

 

"Nie mamy aż tak wielu sławnych osób, żeby móc pozwolić sobie na marnotrawienie takich diamentów, jak Wałęsa" - zauwazyl smutno premeir Tusk.

 

I nikt sie wowczas nie smial...

Horror trwa. 

Patron rzadu Donalda Tuska nie traci zadnej okazji by sie przypomniec. Jako kandydat do europejskiej rady mędrców.

Genialny pomysl Donalda Tuska doczeka byc moze pozytywnego finału.

A doczeka bo w koncu nikt nie podnosiłl, gdy ogloszono ów "autorski pomysl Donalda Tuska", ze premier Tusk ma "wyczucie" inne niz wlasnie "swietne".

Nikt autorskiego pomyslu premiera nie wykpiwa i dzis.

 

Procz mnie :)

Osoby "bez wyczucia i pelnej zlych emocji".

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

"nasz czlowiek w Warszawie" odmawia Prezydentowi samolotu specjalnego

Wiadomosc za niezalezna.pl

 

http://niezalezna.pl/article/show/id/6324

 

"Nasz czlowiek w Warszawie" - tym terminem ochrzcily Donalda Tuska gazety rosyjskie po jego nominacji na premeira.

 

Nie znamy powodow odmowy, wiadomo tylko ze wraz z Lechem Kaczynskim na miejsce poleciec chca prezydenci Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii.

 

Powodow nie znamy ale mozna chyba sie pokusic o przypuszczenie ktore narzuca sie wrecz samo.

 

Lech Kaczynski moglby zyskac zbyt duzą popularnosc.

sobota, 21 czerwca 2008

Pyjas z Wybrzeża

 Tadeusz Szczepański to dzialacz Wolnych Zwiazków Zawodowych z Wybrzeża.

Bliski kolega Lecha Wałęsy - pracowali w tym samym warsztacie, mieszkali na tej samej ulicy Wrzosy, w dzielnicy Gdańska – Stogach.

 

Wielokrotnie aresztowany, bity przez Sluzbę Bezpieczeństwa.

 

Zaginął 16 stycznia 1980 roku. Jego zmasakrowane ciało odnaleziono w rzecze Moltawa 17 marca 1980. Prl-owska prokuratura sledztwo umorzyla - wskazala "przypadkowe utoniecie" jako przyczyne zgonu.

 

Instytut Pamieci Narodowej odnalazl w 2007 roku dokument z ktorego wynikalo ze MSW interesowało się śledztwem i wskazywało prokuratorowi kierunek w jakim powinien poprowadzić śledztwo. Pan Sławomir Cenckiewicz z IPN zlozyl wowczas zawiadomienie o popelnieniu przestepstwa przez owczesnych oficerów MSW.

 Sledztwo jednak umorzono.

 

Zazalenie na decyzje prokuratury, ktora nie przesluchala na przyklad Lecha Walesy, zlozyl pelnomocnik matki Tadusza Szczepanskiego - Krzysztof Wyszkowski.

 

Lech Walesa przesluchiwany przez prl-owska prokurature na poczatku 1980 w wyparl sie znajomosci z Tadeuszem Szczepanskim. Przesluchiwany w 2007 roku, swego przyjaciela i sasiada Tadeusza Szczepańskiego kojarzyl juz bardzo dobrze - przypominam: mamy rok 2007, trwa bardzo szeroka kwarenda dokumentow o TW "Bolek".

 

Pytany przez prokuratora co zrobil jako prezydent RP by wyjasnic okolicznosci smierci kolegi z ktorym, jak tym razem zeznal, byl w wyjatkowo bliskich stosunkach, Walesa przyznal ze ...nic.

Ale jednoczesnie przypomnial ze w owych czasach (czasy jego prezydentury) ministrem spraw wewnetrznych byl Bogdan Borusewicz. I to przede wszystkim Borusewicz nic nie zrobil w sprawie najblizszego przyjaciela Lecha Walesy......

 

 

Kilka dni temu Lech Wałesa oskarzany przez dwoch historykow IPN (m.i.n dr Cenckiewicza) oswiadczyl:

 "IPN nie wyjaśnił dotychczas okoliczności tragicznych śmierci z rąk bezpieki dwóch moich przyjaciół w czasach walk".

 

Walesa ktory jako prezydent RP dostaje na telefon dowolne dokumenty nie znalazl przez wiele lat czasu na to by choc sprobowac wyjasnic okolicznosci smierci swego przyjaciela. 

Walesa jako prezydent RP otacza sie sb-kami ktorzy inwigilujac WZZ-ty niewatpliwie mogliby posiadac jakakowliek wiedze o tajmeniczej smierci robotnika z Wybrzeza. Raczej nie zatrudnil ich po to by na stopie kolezenskiej czy sluzbowej wyjasnic sprawe prl-owskiego mordu. Cos bysmy przez te wiele lat o tym uslyszeli....

 

Walesa przypomnial sobie o tym ze inwigilujaca go SB popelniala mordy dopiero dzis, gdy zostal ostatecznie zdemaskowany jako wspolracownik tejze SB.

Do czego Walesie Tadeusz Szczepanski po tylu latach ?

Dlaczego Tadeusz Szczepanski zginal?

 

Kolejne pytania w zwiazku z tą sprawą nasuwają sie same.

 

Co porabiaja ludzie ktorzy kierowali sledztwo na falszywy trop?

Dla kogo dzis pracują?

 

Co by zrobil kazdy z nas majac realne narzedzia i mozliwosci by wyjasnic okolicznosci smierci swego przyjaciela.....?

Na co kazdy z nas by czekal ?

 

Wczoraj Lech Walesa, uporczywie nazywany "symbolem Solidarnosci", w programi p Pospieszalskiego zapytany czemu jako prezydent RP otoczyl sie bylymi funkcjonariuszami SB, wypalil: "bo tylko z nimi moglem cos zrobic, reszta nie nadawala sie".

 

Od tragicznej smierci prawdziwego symbolu SOLIDARNOSCI uplynelo wlasnie 28 lat.

wtorek, 13 maja 2008

to nieprawda ze "wszyscy byliśmy po jednej stronie"

Jeszcze niedawno w obiegu publicznym funkcjonowal mit ze skoro "wszyscy bylismy po jednej stronie" (przeciw komunie) to trzeba szukac wszystkiego co wspolne, trzeba powrotu do "pniaka" Solidarnosci.
Bo wszak komuna straszna za progiem, a jej powrot to po prostu strata wszystkiego, Polski koniec.

Ktos pamieta jeszcze debate przed wyborami prezydenckimi w 1995 roku?
Wszyscy pamietaja bo wszak wtedy to Walesa chcial podac Kwasniewskiemu noge...

Tymczasem co innego bylo symptomatyczne.
Boleslaw Walesa uderzal wowczas w najwyzsze tony. "Komuna wraca" - krzyczal.

Mialem ten komfort ze na mnie to juz nie dzialo. Juz WIEDZIALEM.

Jako nastoletni, a potem juz pelnoletni chlopak, nie robilem nic specjalnego. To, co jak wtedy mi sie wydawalo, jesli nie wszyscy - to przynajmniej wiekszosc. Jakis drobny kolportaz, rownie malo znaczace akcje ulotkowe, dosc popularne w W-wie kursy samoksztalceniowe w prywatnych meiszkaniach.

Jednego nie opuszczalem nigdy. Demonstracji.
Wcale nie bylem jakis wielki kozak Bardzo, naprawde bardzo balem sie ze mnie kiedys dorwa i stluka. Ze bedzie to strasznie bolalo, ze Mama chora wowczas na serce moze tego nie wytrzymac.

Demonstracje w stanie wojennym to miejsce gdzie mimo strachu mozna bylo chwilami poczuc sie jak w wolnym kraju. Razem z ludzmi na okolo.

Szok przyszedl kiedys pod kosciolem swietej Anny. Dzis juz nie pamietam - 13 stycznia czy raczej lutego 1982 roku. Ci obok mnie ktorzy najglosniej krzyczeli "precz z komuną" nagle wyciagneli palki,zaczeli wyciagac ludzi w strone milicyjnych suk. Mialem wrecz wrazenie ze jest ich polowa uczestnikow calej demonstracji. Byli wszedzie.

Potem juz, bezpieczny - bo stalem w bramie kosciola do ktorego nie osmielili sie wejsc - widzialem jak pakowali ludzi do suk, Poznawalem kilku - ten intonowal hymn, tamten krzyczal ze ZOMO to mordercy. Poznalem ich bez trudu, nastolatkowi imponowali starsi od niego, rozgladal sie. On bal sie ze moze go spotkac ciezki wpierdol, a tu tacy bez leku...

Okazalo sie ze w tym tlumie ktory krzyczal wraz z innymi najpiekniejsze haslo tamtych czasów "Tu jest Polska !", okazalo sie - ze jestesmy my, ale sa i oni.

Nastolatek musial dorosnąć.

Siedem lat pozniej, juz zdecydowanie pelnoletni stalem w tlumie pod Niespodzianka na pl Konstytycji. Ich tam juz nie bylo.
Przeciskalem sie, wyciagalem szyje by przeczytac te kartki (choc wszyscy na okolo opowiedzilei mi zanim moglem przeczytac, ale chcialem na wlasne oczy) ze wygralismy, ze caly Senat, ze lista krajowa PZPR przepadla z kretesem, wbrew niezrozumialym apelom "naszych". Ze mecenas Siła-Nowicki przegral z Kuroniem, trudno - usmiechnalem się.
Usmiechnalem sie bo pan Siła Nowicki wszak zapowiadal na spotkaniu w zoliborskim kinie "Zajaczek" ze przegrac jest gotow, byle tylko choc w jednym miejscu w Polsce odbyly sie wybory prawdziwe a nie umówione. Najwazniejsze ze WYGRALISMY.

Ja do dzis pamietam jakim krokiem wracalem do domu.

W domu, w telewizorze obejrzalem spietego Geremka i Onyszkiewcza. Ten pierwszy oswiadczyl ze "pacta sunt servanta: - dotrzymamy umowy.
Dopiero nastepne dni wyjasnily wszystko. Pograzona w nicosci lista krajowa PZPR miala jakims kuriozlanym wybiegiem pojawic sie od nowa. Obywatele juz nie mogli jej odrzucic. Wolą NASZYCH w Sejmie mieli znalezc sie ONI - chocbysmy nie chcieli ich zadna mocą!
Skreslilem ich wszystkich - taki blazenski gest.

NASI nie wyciagneli zadnych palek. Ewolucja byla jakby rozlozona w czasie.

Zapał GW w lansowaniu tzw reformatorow w PZPR (mlodziezy wyjasniam ze to czasy gdy Oleksy i Miller mieli opinie reformatorow) przedziwne slowa o grubej kresce, zabiegi by uchronic PZPR przed nacjonalizacja ich majatku, kuriozalny artykul Michnika o tym ze trzeba tworzyc raczej komitety Solidarnosci a nie partie polityczne (mlodziezy wyjasniam ze w owych czasach lansowono trynd ze partie są be ) i dziwna marginaizacja ludzi pokroju Strzembosza - ludzi ktorzy domagali sie jasnych regul a przede wszystkim sprawiedliwosci.

Nie oberwalismy znienacka pałka.

Opowiadano o Hiszpanii, tamtejszym modelu. Kto wie - moze to dobry model?
No czy naprawde zdrajcy maja dyndac na latarniach Krakowskiego Przedmiescia?
Przeciez wystarczy jak prawdziwi bohaterowie powroca, jak przywroci sie im cześć, jak odda sprawiedliwosci. A czerwonych, ktorzy po prostu znikna - a pies ich tam tracal.

Odwolywano sie do tego co nas dobre - szatanska taktyka.
Przebaczamy, puszczamy w niepamiec: kto co kiedy komu i za ile. Bo w koncu Polska warta wszystkiego.

Ten mechanizm jako zywo przypomina mechanizm zastosowany wiele lat pozniej wobec ks Zaleskiego.
Nie straszono go zamknieciem jego najwiekszej pasji, jego najwiekszego dziela jakim jest opieka na niepelnosprawnymi umyslowo. Jemu zaproponowano przeznaczenie ogromnych srodkow na to dzielo. Byle tylko dal sobie spokoj.

Piekielna alternatywa - czy wygra to czego domaga sie nasze poczucie sprawiedliwosci czy dobro innych. Tylko ktos gleboko zdemoralizowany moze sie osmielic postawic komus drugiemu taka alternatywe.

Nam ja postawiono.
Albo komunisci maja wspolistniec, albo masakra i kto wie - sowieckie czolgi na ulicach. Werzylismy ze to realna alternatywa. W koncu nie wszystko musi byc tak jak nam sie wysnilo. Wystarczy wieczna infamia dla Kiszczak, Jaruzelskiego, wszystkich tych ktorzy kierowali zomowcow przeciw nam.

Dzis dowiadujemy sie ze sowieci ani mysleli o interwencji, dzis co i raz dowiadujemy sie ze ikony walki z komunizmem uzgadnialy swoja "walkę" z oficerami SB w roznych lokalach kontaktowych.

Mantra, powszechna w latach 90-tych, o naszych wspolnych korzeniach juz dogorywa. Ona juz szczesliwie odwalila kitę.

Nie nam byla potrzebna.
Potrzebna byla sb-kom przebranym w cywilne ubrania i ich klientom przestraszonym ze trafia na smietnik historii gdy prawda o ich zwiazkach z komunistami wyjdzie na jaw.